04.04.2018

Ingrid Baza Rozświetlająco - Wygładzająca

Ingrid Baza Rozświetlająco - Wygładzająca

Bazy od Ingrid są mi dobrze znane. Używałam już kilka wersji, a niedawno dostałam bazę wygładzająco-rozświetlającą Jeśli jesteście ciekawe, jak się u mnie sprawdziła, zapraszam do czytania dalej :)


Opakowanie jest bardzo wygodne - szklana, przezroczysta buteleczka z pompką. W prosty sposób możemy zobaczyć, ile produktu zostało w środku. Baza ma jasnoróżowy, perłowy kolor z drobinkami. Ma typowy, silikonowy zapach.


Kosmetyk przeznaczony jest do zmęczonej cery, pozbawionej blasku. Według producenta, ma rozświetlić i odżywić skórę. Dodatkowo, optycznie zmniejszyć widoczność zmarszczek i niwelować drobne niedoskonałości. Skóra powinna być nawilżona, wygładzona i jędrna. A jak jest w praktyce? :)

Po rozprowadzeniu, drobinki pozostają na skórze, ale po nałożeniu podkładu już ich nie widać. Skóra jest gładka i faktycznie odczuwam nawilżenie i napięcie skóry. Widoczność rozszerzonych porów jest wyraźnie zmniejszona. Jeśli chodzi o niwelowanie niedoskonałości - tego nie zauważyłam, ale szczerze mówiąc, nawet nie spodziewałam się takiego działania :)


Aby dokładnie przetestować bazę, nałożyłam ją na jedną połówkę twarzy. Podkład nakładał się dobrze po obu stronach. Obawiałam się, że silikonowa baza może powodować ślizganie się podkładu i średnio z nim współgrać, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Część twarzy pokryta bazą mniej się klei po nałożeniu podkładu. Jeśli chodzi o rozświetlenie, nie jest ono tak spektakularne jak w przypadku bazy, o której pisałam wcześniej (tutaj), ale osoby, które wolą delikatny połysk, na pewno będą zadowolone. Co do trwałości, faktycznie strona z bazą utrzymała się dużo lepiej. Kontur pozostał w nienaruszonym stanie, podkład delikatnie się starł.


Ten kosmetyk idealnie sprawdzi się osobom początkującym, ale też takim, które wolą delikatne makijaże - jest tani, wydajny, o dużej pojemności i jego działanie jest bardzo dobre, jak na bazę przeznaczoną do codziennego makijażu.

Bazę otrzymałam w ramach testu od drogerii internetowej www.horex.pl. Możecie kupić ją tutaj :)

02.04.2018

L'oreal Sugar Scrubs

L'oreal Sugar Scrubs

Peelingi Sugar Scrubs to nowości od  L'oreal. Występują w trzech wersjach - rozświetlająca, oczyszczająca, nawilżająca. W moje ręce wpadła rozświetlająca i odżywcza. Zdążyłam je przetestować i dziś przychodzę do Was z recenzją :)


Opakowania są bardzo eleganckie - szklane słoiczki z plastikową zakrętką i prostymi, białymi napisami. Bardzo podoba mi się taki klasyczny design.

Peelingi są przeznaczony zarówno do twarzy, jak i do ust, więc to zdecydowanie duża zaleta :)

Zacznijmy od peelingu rozświetlającego, który ma wygładzić i nadać blask skórze. Składa się  między innymi, z trzech cukrów - brązowy, jasny i biały oraz oleju z pestek winogron, oleju monoi i proszku acai.

Konsystencja przypomina lekko zabarwiony, ale przezroczysty żel. Drobinki są dużo bardziej widoczne, wydaje się, że w tej wersji są grubsze i nie wnikają tak szybko, jak w przypadku peelingu odżywczego. Scrub pozostawia na twarzy delikatnie pomarańczowy kolor, więc trzeba dokładnie do zmyć. Zapach jest intensywny, odświeżający i dość specyficzny - kojarzy mi się z ziołami i olejkami, delikatnie czuję winogron.

Po użyciu skóra jest gładka i miękka. Koloryt jest ujednolicony. Zauważyłam delikatny połysk, szczególnie na nosie, brodzie i policzkach. Ogólnie cera wygląda naprawdę zdrowo i dobrze :) Na ustach czuć mrowienie, ale po chwili wszystko się uspokaja. Wargi są równie miękkie i gładkie, pozbawione suchych skórek.


Wersja odżywcza zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu ze względu na zapach i konsystencję. Producent obiecuje nadanie miękkości i złagodzenie suchości. W składzie znajdziemy między innymi masło kakaowe, trzy rodzaje cukrów, ziarna kakaowca oraz olej kokosowy.

Konsystencja przypomina krem, szybko się rozpuszcza i na skórze pozostają same cukry, które równie szybko wnikają w skórę. Drobinki są na tyle delikatne, że nie podrażniają. Dużym atutem jest przepiękny, słodki, kakaowy zapach, który unosi się podczas aplikacji i sprawia, że z przyjemnością używam tego peelingu :)

Po użyciu skóra jest niesamowicie miła i miękka, zdecydowanie bardziej niż w przypadku poprzedniej wersji. Dodatkowo jest niesamowicie gładka i przyjemna w dotyku. Odczuwam duże nawilżenie i odżywienie - skóra jest ukojona. Ta wersja nie powoduje mrowienia na moich ustach, ale zostawia podobny efekt jak scrub rozświetlający - sprawia, że wargi są miękkie i pozbawione suchych skórek.


Kosmetyki L'oreal mają wysokie ceny i tak samo jak w przypadku tych peelingów. Sugar Scrubs kosztują około 40 zł za 50 ml i mimo tego, że ich działanie jest rewelacyjnie, nie wiem, czy kupię je ponownie. Jeśli już się zdecyduję na zakup, z pewnością wybiorę wersję odżywczą, która dużo bardziej mi się spodobała. Niemniej jednak, jestem bardzo zadowolona z efektu i z chęcią po nie sięgam, kiedy chcę odżywić i rozświetlić twarz.

27.03.2018

Baza rozświetlająca L'oreal

Baza rozświetlająca L'oreal

Ostatnio zgłosiłam się do testowania kosmetyków Loreal na Wizażu i udało mi się dostać! :) Bardzo się cieszę i z chęcią wypróbowałam nowości. Dziś przychodzę do Was z recenzją bazy Infallible Luminizing Primer.

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę to niesamowite opakowanie! Srebrne z holograficznymi elementami naprawdę robi wrażenie. W środku znajduje się 20 ml produktu, zamknięte w zgrabnym opakowaniu z pompką i dodatkową zakrętką, która chroni przez wylaniem.


Baza ma perłowy, różowo-srebrny kolor i bardzo wodnistą konsystencję. Ma delikatnie wyczuwalny zapach, kojarzy się z bazami silikonowymi.

Producent zapewnia rozświetlenie, przedłużenie trwałości podkładu oraz zmniejszenie widoczności porów. Po użyciu skóra powinna być gładka i aksamitna.

Po nałożeniu na twarz, cera jest bardzo rozświetlona, dlatego trzeba uważać żeby nie nałożyć zbyt dużo produktu, bo łatwo przesadzić z błyskiem :) Skóra jest wygładzona i odpowiednio przygotowana do nałożenia podkładu. Baza nie pozostawia lepkiej warstwy. Do pokrycia całej twarzy wystarczy niewielka ilość, więc kosmetyk jest naprawdę wydajny. Nie ma problemu z nakładaniem makijażu, primer dobrze dogaduje się z moimi podkładami i nic się nie waży. Baza faktycznie wnika w pory i dobrze redukuje ich widoczność.


Zrobiłam test na dwóch połowach twarzy - jedną z nich pokryłam bazą, drugą nie. Różnica jest zauważalna :) Część z bazą jest widocznie bardziej rozświetlona i wygładzona. Pory są praktycznie niewidoczne. Po drugiej stronie cera już tak nie błyszczy, w okolicach nosa widać rozszerzone pory i skóra nie jest tak gładka. Jeśli chodzi o przedłużenie trwałości, obie strony utrzymują się tak samo. Dużo bardziej podoba mi się strona z bazą :) Podkład jest ładniej wtopiony w cerę, kontur wygląda lepiej - tak gładko.


Produkt od Loreal może mieć też inne zastosowanie, niż tradycyjna baza pod makijaż :) Piękny kolor i rozświetlający efekt idealnie sprawdzi się jako płynny rozświetlacz. Zapewnia połysk przez cały dzień i dobrze komponuje się z podkładem. W zależności od tego, ile nałożycie możecie uzyskać dzienny lub wieczorowy efekt - intensywność da się budować :)

Moja skóra jest normalna, miejscami przesuszona, więc nie przeszkadza mi tak duży błysk. Myślę, że posiadaczki tłustych cer, skłonne do przetłuszczenia, nie będą zadowolone z efektu.

Lubię rozświetlone makijaże, dlatego jestem bardzo zadowolona z możliwości przetestowania tej bazy :) Chętnie po nią sięgam, jednak ze względu na wysoką cenę (ok. 50 zł), nie wiem, czy kupię ją ponownie. Pocieszam się faktem, że naprawdę będzie ciężko zużyć całość, więc to opakowanie posłuży mi przez dłuższy czas :)

17.03.2018

Mystik Warsaw Fiber Lashes Extension

Mystik Warsaw Fiber Lashes Extension

Która z nas nie marzy o gęstych i długich rzęsach? Niedawno w moje ręce wpadł bardzo ciekawy produkt, który obiecuje spełnienie tych marzeń :) Jesteście ciekawe czy znalazłam kosmetyk idealny? Zapraszam do czytania dalej.

W paczce od Kontigo znalazłam dwa produkty z firmy Mystik Warsaw: wydlużający tusz do rzęs Longevity oraz Fiber Lashes Extension, czyli gwiazda dzisiejszego wpisu :) Nie jest to żaden płynny produkt ani innego rodzaju płynny produkt do rzęs. W środku znajduje się mnóstwo małych włosków, które aplikujemy za pomocą szczoteczki.


Pewnie jesteście ciekawe, jak wygląda cały proces... Rozpoczynamy od użycia tuszu, jeszcze przed wyschnięciem pierwszej warstwy, nakładamy Fiber Lashes Extension i pokrywamy rzęsy drugą warstwą. Z pewnością jest to trochę dłuższy proces niż tradycyjne malowanie rzęs i wymaga użycia dwóch produktów, ale dla samego efektu warto!




Rzęsy są maksymalnie wydłużone i pogrubione, nie sklejają się, są naprawdę bardzo ładnie rozdzielone.


Tusz ma silikonową szczoteczkę, która pozwala na precyzyjne pokrycie rzęs. Dużą zaletą produktu jest to, że nie jest mokry, na szczoteczkę nabiera się mało produktu i przy pierwszej aplikacji myślałam, że będzie zbyt suchy, ale jego formuła jest wystarczająca, aby włoski się przykleiły. Podejrzewam, że gdyby tusz był bardziej mokry, to po użyciu Fiber Lashes Extension, rzęsy byłyby po prostu bardzo sklejone i nieestetyczne.



Jedna sprawa, która jest lekko irytująca, ale nieunikniona to osypywanie się włosków podczas aplikacji, dlatego lepiej malować rzęsy przed nałożeniem podkładu. W ciągu dnia, jeśli nie dotykam rzęs, nie zauważyłam, żeby włoski się osypywały. Jeśli wolicie tusze odporne na pocieranie, ten produkt nie do końca może Wam się sprawdzić.

Jeśli spodobał Wam się efekt, który udało mi się uzyskać, zajrzyjcie na stronę Kontigo. Może tak jak ja, będziecie cieszyć się długimi i gęstymi rzęsami :)
Copyright © 2016 kosmetycznie.com.pl , Blogger