Paleta Comfort Zone Wet&Wild


Marka Wet&Wild to chyba jedna z tych, które cieszą się najmniejszą popularnością w drogerii Natura. Mimo to, znajdziemy w szafie tej marki kilka ciekawych perełek, między innymi jest to paletka Comfort Zone, która zbiera w internecie wiele pozytywnych opinii. Przy okazji promocji, zdecydowałam się na jej zakup i od razu powiem, że wcale tego nie żałuję :)


Na początku warto zaznaczyć, że nie jest to taka paletka, która zastąpi nam wszystkie inne - zawiera 8 brokatowych cieni i ani jednego matu, a bez tego trudno stworzyć makijaż oka od A do Z :) Moim zdaniem, jest to ciekawa paletka dla miłośniczek makijażu, które są ciekawe nowych kolorów i chcą po prostu przetestować sobie coś nowego.


Jak widzicie, producent chciał zasugerować nam, w jakich miejscach powinnyśmy aplikować cienie, jednak niekoniecznie stosowałabym się do jego rad :) Nie jestem zwolenniczką perłowych cieni na łuku brwiowym. Cienie są mocno połyskujące, zawierają drobinki, które podczas makijażu lekko osypują się na policzki, dlatego zalecam robienie makijażu oka jeszcze przed nałożeniem podkładu. Praca z cieniami jest naprawdę przyjemna, są mocno napigmentowane, ładnie się rozcierają i nie zostawiają plam. Konsystencja jest zaskakująca - miękkie, maślane cienie, nabieranie ich to sama przyjemność :) Jeśli chodzi o trwałość cieni - jest zadowalająca, pigment troszkę blednie, natomiast błysk pozostaje.


W paletce znajdziemy 3 klasyczne cienie, natomiast cała reszta to ciekawe kolory, zupełnie inne niż oferują nam drogeryjne paletki. Najczęściej, w codziennym makijażu używam właśnie tych najjaśniejszych, pięknie połyskują na oczach i rozświetlają spojrzenie. Zieleń wygląda naprawdę bardzo ładnie, nie spodziewałabym się, że tak polubię ten odcień na swoich oczach :) Największym rozczarowaniem jest dla mnie cień, który miał być ciemnym brązem z czerwonymi drobinkami, a w rzeczywistości okazał się zwykłym, brązowym cieniem. Szkoda, że nie jest tak spektakularny jak duochrom obok, ale z pewnością zużyję go do przyciemnienia kącika czy namalowania kreski.


Największym "smaczkiem" tej paletki jest brązowo-niebieski duochrom, który wzbudza wiele zachwytów - i mogę to potwierdzić, ten cień jest niesamowity! Możemy wykonać nim najprostszy i bardzo efektowny makijaż - wystarczy użyć matowego cienia na łuk brwiowy (musimy pożyczyć go z innej paletki), a całą resztę tworzymy już tylko jednym cieniem. Pięknie się blenduje, w załamaniu uwidacznia swój brązowy odcień, natomiast nałożony na ruchomą powiekę tworzy prawdziwe cuda :) w zależności od padania światła, staje się niebieski, czasem brązowy, a czasem łączy ze sobą te dwa kolory, sprawiając wrażenie, jakby makijaż oczu zajął nam naprawdę wiele czasu :)

Moim zdaniem, paletka jest warta swojej ceny. Kosztuje około 20 zł, więc jest to naprawdę niewiele jak za taką jakość cieni. Można nią wyczarować wieczorowe makijaże, a także urozmaicić delikatnym błyskiem te codzienne. Cieszę się, że mam ją w swojej kolekcji i jestem pewna, że często będę po nią sięgać :) 

Wibo - róż i rozświetlacz


Z pewnością każda z Was słyszała o rozświetlaczach i różach firmy Wibo. Są dostępne w każdym Rossmanie i atrakcyjne cenowo, więc wiele kobiet po nie sięga :)

Rozświetlacz Wibo to produkt, którego używam praktycznie codziennie. Uwielbiam efekt który daje - możemy uzyskać naturalny lub typowo imprezowy błysk. Jest bardzo wydajny, używam go już od kilku miesięcy i jeszcze nie widać denka. Zastanawiacie się pewnie, jak ma się jakość do ceny? Otóż za 10 zł, mam w kosmetyczce produkt, który odpowiada tym wysokopółkowym! Nie dość, że makijaż wygląda pięknie, to jest naprawdę trwały. Błysk widać aż do zmycia makijażu. Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku, szczególnie, że można go dorwać na promocji w Rossmanie -50%, wtedy kosztuje naprawdę grosze :)

W ofercie Wibo są też dostępne róże w kilku wersjach kolorystycznych i myślę, że każdy może znaleźć swój ulubiony odcień. Tak, jak w przypadku poprzedniego kosmetyku, tutaj także jakość jest świetna, a cena zachwycająca :) Róż pięknie się blenduje i łączy z innymi produktami na twarzy, dzięki czemu nie musimy martwić się o plamy na policzkach. A jeśli takowe się zdarzą, w przypadku tych bardziej intensywnych kolorów, wystarczy użyć pędzla z pudrem i po problemie. Kosmetyk jest trwały i utrzymuje się na buzi cały dzień.

Uważam, że róże i rozświetlacze Wibo to must have w każdej kosmetyczce! Świetna jakość w świetnej cenie oraz urocze, kompaktowe opakowania przemawiają jak najbardziej za tymi produktami. Jedynym, malutkim minusem jest fakt, że opakowania nie są najwyższej klasy - wykonane z plastiku, podatne na rysy i złamania. Akurat u mnie nie było tego problemu, opakowania wyglądają w porządku, ale warto o tym wspomnieć :) Jednak biorąc pod uwagę cenę i zawartość, myślę, że jest to wybaczalne.

Oriflame seria Love Nature z owsem - recenzja


Przeglądając katalog Oriflame, natknęłam się na świetną ofertę dotyczącą zestawu Love Nature z owsem, kosztował ok. 15 zł, więc szybko zdecydowałam się go zamówić :) Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją tego zestawu po około miesięcznym stosowaniu tych produktów.


W skład zestawu wchodzi tonik do twarzy, pianka oczyszczająca i krem do twarzy. Produkty przeznaczone są do suchej skóry, mają działanie nawilżające. Dużym plusem jest przepiękny, słodki zapach, który przez dłuższy czas utrzymuje się na skórze. Jeśli chodzi o opakowanie, jest wykonane z dobrej jakości plastiku, nie zauważyłam żadnych zniszczeń ani uszczerbków.


Pianka oczyszczająca to pierwszy etap demakijażu tym zestawem. Używam jej do zmywania makijażu z twarzy, ponieważ producent wyraźnie zaznacza, aby omijać okolice oczu. Pianka w opakowaniu ma żelową konsystencję, która zaczyna się pienić dopiero podczas pocierania. Jedynym minusem jest to, że trudno wydobyć produkt z opakowania - trzeba mocno naciskać na opakowanie (co jest trudne, bo opakowanie jest twarde i solidne), a i tak ze względu na swoją konsystencję, pianka lubi się "cofać" z powrotem do opakowania, zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie pompki.
Następnie sięgam po tonik, którym tak, jak w przypadku pianki, należy omijać okolice oczu. Tym produktem zmywam resztki makijażu, które jeszcze pozostały na mojej twarzy. Tonik ma typową, wodnistą konsystencję. Pachnie najdelikatniej na tle pozostałych produktów w zestawie.
Jeśli chodzi o pojemność, oba produkty mają 150 ml.


Krem ma pojemność 50 ml, więc jest niewielki i poręczny. Konsystencja jest lekka, krem nie jest tłusty, ale po nałożeniu czuć, że mamy coś na twarzy. Dobrze sprawdza się nałożony pod makijaż, zostawia delikatnie lepką warstwę jak baza, nie roluje podkładu. Używam go też wieczorem, po wykonaniu demakijażu. 

Cały zestaw świetnie mi się sprawdza do pielęgnacji mojej skóry i zmywania makijażu. Moja skóra zdecydowanie polubiła się z zestawem Love Nature od Oriflame. Po użyciu tych produktów skóra jest miękka i gładka, nie odczuwam ściągnięcia. Na twarzy pozostaje uczucie świeżości i nawilżenie. Kosmetyki nie uczuliły mnie, ani nie spowodowały innych, niechcianych efektów. Jedynym minusem całego zestawu jest brak produktu do zmywania makijażu oczu. Niemniej jednak, bardzo polecam Wam ten zestaw i jestem bardzo ciekawa pozostałych kosmetyków z serii Love Nature o innych zapachach i właściwościach. 

Lakiery hybrydowe Semilac


Firma Semilac to chyba jedna z tych najpopularniejszych, zajmujących się lakierami hybrydowymi. Wiele początkujących dziewczyn zaczyna swoją przygodę właśnie z tą marką, również ja używałam tych lakierów przy swoich pierwszych pracach. Z czasem zaczęłam interesować się innymi firmami, jednak do tej pory znalazłam tylko jedną, która tak samo odpowiadałaby mi jakością :) Jaka to marka? Przekonacie się w następnych postach, a dzisiaj zajmiemy się moją kolekcją lakierów hybrydowych Semilac.


Robiąc pierwsze zamówienie, wybrałam bazę i top 2w1 - był to największy błąd, paznokcie nie trzymały się, szybko odpryskiwały i to spowodowało, że bardzo zraziłam się do tej firmy. Po czasie, postanowiłam dać Semilacowi drugą szansę i tym razem wybrałam bazę witaminową i zwykły top. Te produkty sprawdzają mi się bardzo dobrze, każdy manicure zaczynam od nałożenia primera bezkwasowego i wspomnianej wcześniej bazy i wszystko trzyma się idealnie aż do ściągnięcia. Wybrałam bazę witaminową skuszona zawartością witaminy E oraz B5, staram się dbać o paznokcie cały czas  i odpowiednio je odżywiać, więc dlaczego nie wybrać bazy, która będzie je dodatkowo wzmacniać? :) Co do topu - również nie mam zastrzeżeń, utrzymuje połysk i ładnie wygląda na paznokciach.


Kolor 095 Night in Venice - granatowy kolor z drobinkami brokatu. Nie jest bardzo intensywny, dlatego do pełnego krycia potrzeba ok. 3 warstwy, nakładając 2 efekt też jest fajny, jednak widać lekkie prześwity.
Kolor 125 Swan Lake - chabrowy odcień, konsystencja nieco inna niż pozostałe kolory - jest lejący i również niezbyt intensywny. Tak jak w przypadku poprzedniego koloru, nakładam 3 cienkie warstwy, aby na paznokciach nie były widoczne prześwity.
Kolor 015 Plum - zdecydowanie mój ulubiony, jesienny kolor. Piękny, śliwkowy odcień, mocno napigmentowany. W zależności od światła, czasem wydaje się czarny, czasem brązowy, a w pełnym świetle śliwkowy. Naprawdę jest to mój ulubieniec i gorąco go Wam polecam! 
Kolor 029 Espresso - kolor, który również wybieram podczas jesiennego manicure. Mocno napigmentowany, brązowy odcień. Pięknie wygląda na paznokciach, z pewnością niecodziennie - niewiele kobiet wybiera tego typu kolory.
Kolor 039 Sexy Red - co tu dużo mówić, must have każdej maniaczki lakierów hybrydowych :) Nie wyobrażam sobie, aby w mojej kolekcji zabrakło czerwonego koloru. Jest to dobrze napigmentowany, ciepły odcień, zdecydowanie wystarczą dwie warstwy do pełnego krycia. 
Kolor 004 Classic Nude - mój pierwszy lakier hybrydowy, do którego mam największy sentyment. Piękny, delikatny różowy kolor, idealny na każdą okazję i na każdą porę roku. Wygląda bardzo naturalnie, więc sprawdzi się do pracy czy do szkoły. Mój must have, do którego zawsze będę wracać.
Kolor 108 Metallic Black - kolor, którego używam najmniej, jednak nie można powiedzieć, że jest brzydki i nieciekawy. Stalowy, czarno-szary kolor z lekkimi drobinkami i delikatnym perłowym wykończeniem. Ładnie wygląda jako dodatek, użyty na jednym paznokciu. 

Moja kolekcja nie jest może imponująca i specjalnie duża, jednak są tu kolory, które lubię i z chęcią ich używam. Nie są to moje jedyne lakiery hybrydowe, używam też innych marek, o których pisałam wcześniej (klik: Silcare) i o których jeszcze będę pisać :) Mam nadzieję, że mój post pomógł Wam w wyborze kolorów i zachęcam Was do śledzenia moich wpisów :)

Przegląd tanich produktów do brwi




Promocja w Rossmanie trwa w najlepsze, dlatego chętnie podzielę się z Wami produktami do brwi, na które warto spojrzeć podczas promocji, a gdy się skończy, nie będzie szkoda kupić ich w regularnej cenie :)

Moje brwi nie są wymagające dlatego nie oczekuję wiele od produktów do nich przeznaczonych. Głownie zależy mi na zamaskowaniu luk i prześwitów między włoskami, stworzeniu ładnego kształtu i na trwałości całego makijażu brwi. Dziś pokażę Wam kosmetyki, które właśnie spełniają moje wymagania.




1. Kredka do brwi Wibo Eyebrow Pencil Shape&Define nr 2

Cena: ok. 11 zł
Ten produkt jest już ze mną od dłuższego czasu, zdążyłam wykorzystać już kilka sztuk i za każdym razem jestem naprawdę zadowolona.
Bardzo podoba mi się opakowanie - z jednej strony mamy wysuwaną, automatyczną kredkę, a z drugiej grzebyczek do rozczesywania. Oba końce zabezpieczone są zatyczkami. Super, że w takiej cenie mamy produkt 2w1 - to czyni kredkę idealną na podróże, nie musimy się martwić o spakowanie dodatkowej szczoteczki do brwi.
Dużym plusem jest trójkątna końcówka - sam producent zaznacza to na opakowaniu. Dzięki ostrym krawędziom możemy dokładnie i wygodnie malować brwi, a także dorysowywać brakujące włoski.
Kolor nr 2 jest fajnym, neutralnym brązem, nie wpada w rude tony tak, jak nr 1. Ładnie i naturalnie wygląda.
Kredka jest w miarę wydajna,  a jej cena nie odstrasza od kupienia kolejnego egzemplarza, w przypadku zużycia :)
Jeśli chodzi o trwałość - nie mam zastrzeżeń. Kredka nie rozmazuje się, trzyma kształt i wygląda dobrze przez cały dzień.



2. Pomada do brwi Wibo nr 2 Dark Brown

Cena: ok. 24 zł
Zdecydowanie hit i produkt, o którym ciągle jest głośno. Słyszałam nawet, że niektórzy uważają ją za lepszą od słynnych pomad z Inglota, ale niestety aktualnie nie jestem w stanie sama tego sprawdzić :)
Opakowanie jest naprawdę solidne - szklany słoiczek z plastikową nakrętką. Całość zapakowana jest w kartonik, w którym znajdziemy także aplikator. Jest to typowa miniaturka z pędzelkiem i szczoteczką do brwi. Uważam to za duży plus, tak jak w przypadku poprzedniego produktu. Fajnie, że producent tanich kosmetyków dba o takie detale. Aplikator jest dobrej jakości i często go wykorzystuję, gdy używam pomadę, jednak czytałam opinię, że dla niektórych jest on za mały.
Kolor nr 2 to neutralny, lekko wpadający w chłodne tony, odcień brązu. Bardzo naturalnie wygląda na brwiach i ładnie łączy się z kolorem włosków.
Co do wydajności to trudno mi ją ocenić. Produktu używam dopiero od jakiegoś czasu i nawet nie widać ubytku, więc podejrzewam, że posłuży mi przez dłuższy czas.
Trwałość jest niesamowita! Po nałożeniu pomada zastyga i nawet pocieranie palcem nie jest w stanie jej naruszyć. Pięknie wygląda na brwiach przez cały dzień, utrzymuje kształt i nie traci intensywności.





3. Żel do brwi Wibo Eyebrow Fixer Shape&Define

Cena: ok. 11 zł
Moje włoski nie są długie, dlatego nie oczekuję od żelu utrzymania ich na swoich miejscu, bo po prostu nie mam tym problemu. Zależy mi na przedłużeniu trwałości produktu, którym wcześniej sobie wyrysowałam brwi.
Opakowanie nie należy do najlepszych. Jest plastikowe i przezroczyste. Napisy szybko się ścierają. Jeśli chodzi o szczoteczkę to jest trochę inna od tych tradycyjnych do brwi. Bardziej przypomina takie, jak w tuszach do rzęs. Ma zaokrągloną końcówkę.
Żel jest przezroczysty i nie zmienia koloru brwi, ma lekką, bardziej wodnistą konsystencję. Przez to, że żel nie ma koloru, po pewnym czasie widać w opakowaniu lekkie zabarwienie przez przenoszone szczoteczką inne produkty do brwi i nie wygląda to estetycznie.
Żel jest wydajny, bardzo często go używam, a została jeszcze połowa. Producent zaleca zużycie go w ciągu 6 miesięcy i jak dla mnie jest to niemożliwe.
Produkt na brwiach lekko zasycha, ale jeśli oczekujecie utrzymania dłuższych włosków, to raczej nie do końca może sobie z nimi poradzić. Z pewnością przedłuża trwałość makijażu brwi, więc jak dla mnie spełnia swoje zadanie.






4. Żel do brwi Lovely Brows Gel Creator Color&Shape

Cena: ok. 9 zł
Produkt zamknięty jest w estetycznym i kolorowym opakowaniu. Nie wiem, jak po czasie będą wyglądać napisy, jednak póki co jeszcze się nie starły. Szczoteczka na pewno przypadnie do gustu większości dziewczyn - jest mała i zgrabna, więc idealna do wyczesywania brwi.
Kolor, który wybrałam to ciemnobrązowy, jest jeszcze jeden, jaśniejszy. W opakowaniu wygląda na lekko opalizujący na złoto i na brwiach delikatnie widać ten efekt. Jest to z pewnością ciekawe, ale nienachalne, więc nie musicie się martwić, że Wasze brwi będą wyglądały na posypane brokatem.
Produkt jest u mnie w zasadzie od niedawna, więc trudno ocenić mi jego zużycie. W poprzednim żelu opakowanie jest przezroczyste i wydać ilość produktu, tu niestety nie ma takiej możliwości. Na pewno pojemność jest mniejsza od tego żelu z Wibo.
Żel na brwiach wygląda przepięknie, najbardziej lubię używać go z pomadą z Wibo. Idealnie rozczesuje i rozdziela włoski, utrwala cały makijaż brwi i jest naprawdę trwały.

Wszystkie produkty, które Wam dziś pokazałam, pochodzą z Rossmana, więc myślę, że z ich dostępnością nie będzie problemu - szczególnie, gdy opadną emocje po promocji :) Mam nadzieję, że skorzystacie z moich propozycji i sprawdzą się Wam równie dobrze, jak mi.


Kobo Contour Mix - konturowanie na mokro


Konturowanie na mokro zyskuje coraz więcej zwolenników - również ja do nich należę. Od dawna moim ulubionym produktem jest zestaw do konturowania z Kobo. Ostatnio na Instagramie spytałam, czy byłybyście chętne na recenzję i okazałyście zainteresowanie, więc zapraszam do czytania dalej :) 

Firma Kobo to moja ulubiona z tych dostępnych w Naturze, bardzo lubię sprawdzać ich produkty i testować nowości. Jakiś czas temu moją uwagę zwrócił właśnie Contour Mix i rozpoczęłam zabawę z konturowaniem na mokro. Cena produktu jest przystępna - 20 zł, warto wspomnieć, że w Naturze często są duże zniżki, dlatego warto założyć sobie kartę, czasem możemy oszczędzić nawet 40 procent :)


Opakowanie nie należy do najlepszych. Jakość jest naprawdę słaba - zakrętka wykonana ze słabego plastiku, podatnego na rysy i złamania, jak widać na zdjęciu, moja już jest uszczerbiona, a przechowuje ją w szufladzie, więc nie jest narażona na uszkodzenia. Niektórzy narzekają na zbyt mały odstęp między kolorami, co powoduje mieszanie się kolorów. Ja nie mam z tym problemu, do nakładania używam gąbeczek (widocznych na zdjęciu) i jestem w stanie spokojnie nałożyć jeden, wybrany kolor bez mieszania. 


Kolory są bardzo dobrze dobrane. Jasny i ciemny brąz idealnie nadają się do konturowania - mają odpowiednie odcienie do każdego typu cery, pigment można budować, a kolory mieszać, więc na pewno znajdziecie odpowiedni odcień dla siebie. Żółty kolor fajnie rozjaśnia twarz, natomiast brzoskwiniowy kamufluje przebarwienia i niedoskonałości. Nie próbowałam nakładać ich pod oczy, więc nie wiem jak sprawdzają się w tej roli. 

Aplikacja jest bardzo prosta - jeśli chodzi o mnie, najpierw nakładam jasny brąz wcześniej wspomnianą gąbką, następnie blenduję ją gąbeczką Real Techniques, aby złączyła się z podkładem i dokładam ciemniejszego odcienia, żeby stworzyć trójwymiarowy efekt. Nie zauważyłam, żeby korektory ważyły się z którymkolwiek podkładem. 

Trwałość jest naprawdę dobra - korektory znacząco przedłużają utrzymywanie się suchego bronzera, nie ścierają się i mam je na twarzy aż do zmycia makijażu. 

Dużym plusem konturowania na mokro jest możliwość blendowania kolorów, w ten sposób możemy zapomnieć o problemie plam i nieroztartych granic - taki efekt trudno osiągnąć suchymi pudrami. 

Z całego zestawu najczęściej używam brązów i jestem z nich bardzo zadowolona. Zdecydowanie polecam Wam zainteresowanie się tematem konturowania na mokro, jest to naprawdę prosta i trwała metoda. Obecnie na rynku mamy możliwość wyboru naprawdę wielu produktów - takie paletki jak ta z Kobo, czy różnego rodzaju kredki.