Pielęgnacja

Przygotowanie do lata z Bielendą

by Paulina-
przygotowanie-do-lata-z-bielenda

Jestem posiadaczką dość bladej skóry, dlatego każde podejście do opalania, kończy się czerwonymi plamami. Lato coraz bliżej, zaczyna się sezon na krótkie spodenki, sukienki i spódniczki, a co za tym idzie, trzeba odkryć nogi Aby nie straszyć bladą i czerwoną skórą, postanowiłam poszukać pomocy wśród kosmetyków… i znalazłam! 

Do tej pory bałam się samoopalaczy, ich rozprowadzanie jest dość problematyczne – łatwo zrobić sobie plamy i trudno się ich pozbyć. W dodatku ten okropny zapach mnie przeraża. Szukałam innego rozwiązania i trafiłam na balsam brązujący z Bielendy. Produkt ma tradycyjne dla tego typu kosmetyków opakowanie – tuba z zamknięciem na zatrzask. W składzie znajdziemy masło kakaowe i witaminę E.

Chciałam się dobrze przygotować do nałożenia balsamu, aby opalenizna wyglądała naturalnie i aby uniknąć plam. Wieczorem wykonałam depilację i mocno złuszczający peeling, aby pozbyć się wszystkich suchych skórek. Rano dodatkowo nawilżyłam nogi dość treściwym balsamem i zaczęłam opalanie. Starałam się dotrzeć w każde miejsce i wszystko dokładnie rozsmarować. W trakcie nie unosi się nieprzyjemny zapach, za co ogromny plus. Po nałożeniu, przez około godzinę, kosmetyk się wchłania, więc do tego czasu nie polecam zakładać długich ubrań, bo może to się zakończyć plamami – i na ciele, i na ciuchach Już po pierwszym użyciu zauważyłam efekt delikatnie przybrązowionej skóry. Balsam używałam przez 3 dni z rzędu, dodatkowo nawilżałam nogi innymi produktami, ponieważ przedłuża to trwałość opalenizny. Jestem zachwycona efektem! Udało mi się uzyskać naturalną opaleniznę, bez plam i smug. W moim przypadku przybrązowienie utrzymuje się około tygodnia. Nogi pięknie się prezentują, wszelkie naczynka czy siniaki stają się praktycznie niewidoczne. Skóra jest widocznie nawilżona, mięciutka i gładka, więc jak produkt ma właściwości nawilżające. Z chęcią będę używać tego balsamu na całe ciało. Jest to zdecydowanie mój ulubieniec i niezbędnik w sezonie letnim. Będę wracać do niego za każdym razem, gdy będę chciała uzyskać naturalną i zdrową opaleniznę.

Drugi produkt brązujący jest zadedykowany typowo do twarzy. Wiem, że wiele dziewczyn używa wcześniej opisanego balsamu do pokrycia całego ciała, ale ja wolałam kupić coś specjalnie przeznaczonego na twarz. Mowa o arganowym koncentracie brązującym. Produkt kupujemy w kartonowym opakowaniu, a płyn zamknięty jest w szklanej, przezroczystej buteleczce z pipetką. W składzie widnieje kwas hialuronowy, betaina oraz komórki macierzyste z drzewa arganowego.

Stosowanie tego produktu jest naprawdę bezproblemowe. Zaczynam od mojej standardowej pielęgnacji, gdy przechodzę do ostatniego kroku, czyli do nałożenia kremu, właśnie w tym momencie nakładam koncentrat. Producent zaleca użyć 3-4 krople na pokrycie całej twarzy, ale od razu mówię, że jest to niemożliwe. Na moją twarz zużywam 10 kropli i to jest zdecydowanie minimum. Staram się dokładnie rozprowadzić kosmetyk, aby nie powstały smugi. Nie chcę, aby twarz odcinała się od szyi, dlatego ją także pokrywam produktem. Już od pierwszego użycia zauważyłam delikatny efekt. Skóra jest rozpromieniona i nabiera złotego kolorytu. Koncentrat stosuję tak długo, aż efekt mnie zadowoli. Zazwyczaj przez trzy-cztery dni z rzędu, wtedy moja skóra wygląda najlepiej. Oczywiście, muszę zaznaczyć, że efekt nie jest bardzo mocny i spektakularny, na pewno delikatniejszy niż po wcześniej opisanym balsamie – jak dla mnie, twarz nie powinna być mocno opalona. Jeśli chodzi o nawilżenie, o którym mówi producent, raczej bym na to nie liczyła. Bronzer bardzo szybko się wchłania i skóra staje się sucha, nie czuję aby jakoś wpływał na jej odżywienie. Minusem tego produktu jest wydajność – za 25 zł otrzymujemy 15 ml płynu, który bardzo szybko upływa.

Mam nadzieję, że teraz każda z Was dobrze przygotuje skórę do nadchodzącego lata. Pamiętajcie tylko żeby dokładnie umyć dłonie po użyciu kosmetyków brązujących!

%d bloggers like this: